O odkryciu (PL)

Odkryłam, że PIERWOTNĄ przyczyną zachwiania równowagi organizmu, a więc powstawania dolegliwości i chorób jest chroniczny i głęboki deficyt witamin z grupy B. Nie chodzi o to, że witaminy B są ważniejsze niż inne substancje w organizmie, chodzi o to, że są one potrzebne na początku wszystkich reakcji – bez nich inne się nie wchłaniają bądź nie tworzą, więc deficyt witamin B automatycznie powoduje masę innych deficytów, a to prowadzi nieuchronnie do upośledzenia funkcjonowania organizmu (rozwijam temat w tekście na blogu pt. „Dlaczego akurat witaminy B?”).
Deficyt witamin B następuje na skutek zakwaszenia organizmu z powodu niedoboru warzyw w diecie, jedzenia wysoko przetworzonej żywności pozbawionej witamin, nadużywania kawy i alkoholu, palenia papierosów, częstego lub długotrwałego przyjmowania leków (szczególnie antybiotyków, również narkotyków), nadmiernego stresu i braku ruchu. Powoduje on osłabienie organizmu na wszystkich frontach, od trawienia po odporność (patrz teksty na blogu: „Za co odpowiadają witaminy B?” i „Skąd się bierze deficyt witamin B?”).
Jeśli stan zakwaszenia organizmu trwa krótko, a prowadzimy zdrowy styl życia, zazwyczaj deficyt zostaje uzupełniony i wszystko powoli wraca do normy. Zazwyczaj – bo niektóre nasze nawyki mogą temu przeszkadzać, utrudniać ten proces. Powoli – bo deficyt witamin B pociąga za sobą deficyt innych substancji od nich zależnych, które też muszą zostać uzupełnione – np. wielu witamin i pierwiastków, którym witaminy B są potrzebne do wchłaniania, czy enzymów i hormonów, które współtworzą z innymi substancjami (więcej o tym w tekście na blogu „Dlaczego deficyt witamin z grupy B powoduje niedobory innych substancji w organizmie?”).
Niestety – najczęściej nieświadomie – zakwaszamy organizm przez lata, a jeśli do tego lubimy cukier w dużej ilości i wszelkich postaciach, nieuchronnie w naszych jelitach namnażają się drożdżaki Candida albicans; moje obserwacje wskazują, że w dzisiejszych czasach znakomita większość ludzi nie powinna stawiać sobie pytania „czy mam przerost Candidy?”, ale „jak duży jest przerost Candidy w moim organizmie?”. I dopóki problem dotyczy jedynie przerostu drożdżaków w jelicie, sprawa jest stosunkowo łatwa do opanowania. Niestety hojnie karmiona cukrem i węglowodanami z wysoko przetworzonej żywności Candida przekształca się w formę grzyba i atakuje cały organizm – staje się groźnym pasożytem, silnym i podstępnym przeciwnikiem, nie pozwalającym na powrót do zdrowia mimo podejmowania różnych wysiłków (opisuję to dokładniej w tekstach na blogu: „Dlaczego deficyt witamin B po prostu nie ulega samoistnemu wyrównaniu po zastosowaniu zdrowej diety?”, „Jaki jest związek między deficytem witamin B i Candidą?” i „Dlaczego nie można pozbyć się Candidy?”).
Candida potrzebuje zakwaszonego środowiska do przeżycia, więc sprzyja jej jedzenie kwasotwórcze, wysoko przetworzone – wysokoweglowodanowe i pozbawione witamin. Ale kiedy z kolei jemy zasadotwórczo, na bazie naturalnych produktów, atakujemy Candidę, która reaguje wzmożonym wydzielaniem toksyn, co zmusza organizm do ich nieustannego neutralizowania, a to ekstremalnie rujnuje go z substancji do tego koniecznych, a zależnych od obecności witamin B, czyniąc bezbronnym wobec wszelkich nowych zagrożeń i pogarszając jego ogólny stan – więc paradoksalnie to wcale nie pomaga. Tradycyjne metody walki z Candidą polegają na wykluczeniu z diety pokarmów sprzyjających rozwojowi Candidy, truciu grzyba i wzmacnianiu odporności organizmu, ale są skuteczne tylko tam, gdzie wróg padnie szybciej niż wyczerpią się możliwości neutralizacji jego toksyn przez organizm, więc na ogół w przypadkach przerostu drożdżaków Candidy w jelicie. W przypadku, kiedy mamy do czynienia z zadomowionym grzybem poprawa jest jednak tylko chwilowa, bo grzyb zostaje jedynie nieco ograniczony – zazwyczaj zresztą namnaża się on wkrótce ponownie, ponieważ robi to szybciej niż organizm uzupełnia deficyt witamin B potrzebnych do jego powstrzymania. Innymi słowy nie wygramy z tym pasożytem dopóki zdolność grzyba do zakwaszania organizmu toksynami jest większa niż zdolność organizmu do neutralizowania tych toksyn. Stąd nasuwa się logiczny wniosek, że kluczowym działaniem w leczeniu przerostu Candidy (i tym samym wielu chorób, które są jego następstwem lub mu towarzyszą, mając tę samą pierwotną przyczynę) jest dostarczenie organizmowi jak największej ilości witamin B. Niestety w praktyce nie jest to takie proste, ponieważ nadmierna suplementacja witamin B powoduje ten sam efekt co zdrowe, naturalne, alkaliczne jedzenie – zbyt silnie atakuje Candidę, która odpowiada równie zmasowanym kontratakiem – dzięki czemu paradoksalnie nieodpowiednia suplementacja witamin B może pogłębić ich deficyt w organizmie, a tym samym nasilić objawy, których chcemy się pozbyć (rozwijam ten wątek w tekstach na blogu: „Czy i kiedy suplementacja witaminami B przynosi efekt?” i „Dlaczego przy dużym deficycie witamin B suplementacja innymi substancjami zazwyczaj szkodzi?”).
Moje obserwacje i doświadczenia doprowadziły mnie do wniosku, że organizmowi z przerostem Candidy służy co innego niż organizmowi zdrowemu, więc musi być traktowany inaczej niż zdrowy, odpowiednio do swojego stanu; wiele miesięcy eksperymentów z dietą i różnymi formami suplementacji pozwoliło mi odkryć zasady, które sprzyjają pozbyciu się grzyba – które sprawiają, że organizm otrzymuje optymalną dawkę bezcennych witamin B, dzięki czemu powoli i systematycznie uzupełnia deficyty zależnych od nich substancji i dokonuje SAMOLECZENIA, i to nie tylko z przerostu Candidy (omawiam to w tekście na blogu: „Dlaczego organizm z przerostem Candidy musi być traktowany inaczej?”, i podsumowuję w „Autodiagnozie„Wskazówkach dla osób z przerostem Candidy i deficytem witamin B”).
Na blogu zamieszczam również swoją historię walki z Candidą jako przykład edukacyjny – jest długa (siedem lat wyrzeczeń, ograniczeń i różnych prób leczenia – bez happy endu) i bogata w kryzysy (każdy wniosek trzeba sprawdzić w praktyce, a nie każdy okazuje się prawdziwy…) – ale dzięki odkryciu roli witamin B jest to historia wieloletniej kandydozy ogólnoustrojowej zakończonej wyleczeniem w sposób naturalny, bezinwazyjny i przywracający organizm do normalnego funkcjonowania, wyglądu i samopoczucia, co zmotywowało mnie do podzielenia się swoim doświadczeniem i wiedzą z innymi.
Zapraszam do lektury, zachęcam do samoobserwacji i działania, i życzę równie szczęśliwego zakończenia w przywracaniu równowagi organizmu 🙂

Advertisements